Patrząc wstecz na swoją ścieżkę kariery, jakie doświadczenia najbardziej ukształtowały Twoje myślenie o kwiatach i florystyce?
W mojej karierze było kilka przełomowych momentów, ale te, które najbardziej utkwiły mi w pamięci, to te, w których florystyka wkroczyła do świata sztuki. Takie okazje przypominają mi, że kwiaty mogą być czymś więcej niż tylko ozdobą – mogą być prawdziwym medium artystycznym.
Jednym z projektów, który szczególnie się wyróżniał, była instalacja na otwarcie galerii sztuki w Manchesterze w Anglii. Ustawiłam w rzędzie trzy duże, przezroczyste szklane cylindry, każdy wypełniony w trzech czwartych wodą zabarwioną delikatnym różowym odcieniem. Z powierzchni każdego wazonu unosił się na łodydze pojedynczy różowy ananas. W tak współczesnym otoczeniu prostota była niezwykle silna. Była stonowana, nieoczekiwana i wizualnie efektowna. Takie chwile utwierdzały mnie w przekonaniu, że florystyka polega nie tylko na układaniu kwiatów, ale również na tworzeniu emocji.
Pracowałaś w różnych częściach świata. Jak te doświadczenia wpłynęły na Twój styl i sposób budowania relacji z klientami?
W tym momencie jestem połączeniem wszystkich miejsc, w których mieszkałam i pracowałam – nawet mój akcent to odzwierciedla. Praca na arenie międzynarodowej nauczyła mnie wszechstronności. Moją rolą nie jest narzucanie własnego stylu, ale zrozumienie osobowości, przekazu i wizji klienta, a następnie przełożenie tego na kwiaty. Niezależnie od tego, czy zlecenie jest nowoczesne, klasyczne, luksusowe czy stonowane, projekt zawsze powinien być dla niego autentyczny.
Te doświadczenia nauczyły mnie również, by nigdy nie oceniać książki po okładce. Niektóre z najbardziej satysfakcjonujących i kreatywnych projektów pochodzą od klientów o skromnych budżetach. Ograniczenia często sprzyjają najbardziej innowacyjnemu myśleniu i naprawdę lubię takie wyzwania.
Czy jest jakiś projekt, wydarzenie lub spotkanie z klientem, które szczególnie zmieniło Pani spojrzenie na rolę florysty we współczesnym świecie?
Było ich wiele, ale gdybym miała wybrać jedno, byłby to udział w pierwszym wydarzeniu Chapel Designers w Londynie.
Atmosfera była elektryzująca. Spotkała się tam niesamowicie utalentowana grupa florystów, którzy swobodnie dzielili się pomysłami i doceniali swoją kreatywność. Wyszłam zainspirowana, pełna energii i z zupełnie inną perspektywą na to, czym może stać się nasza branża, gdy będziemy współpracować, a nie konkurować.
Zmieniło to nie tylko moją firmę, ale także moją sieć kontaktów zawodowych. Wiele z tych przyjaźni przetrwało do dziś i wiem, że zostaną na całe życie.
Jak opisałaby Pani obecny rynek florystyczny w Irlandii Północnej? Jakie zmiany uważa Pani za najważniejsze w ostatnich latach?
Poziom florystyki w Irlandii Północnej ogromnie się poprawił w ciągu ostatnich dwóch dekad.
Kiedy wróciłam do domu około 17 lat temu po pracy gdzie indziej, znaczna część rynku detalicznego wydawała się dość tradycyjna. Skupiłam się na ślubach, edukacji i pracy w studiu, ponieważ stosunkowo niewielu florystów pracowało w bardziej naturalnym, współczesnym stylu. Przyzwyczaiłam się do tego w Londynie.
Dziś branża znacznie się rozwinęła. Z łatwością mógałbym wymienić piętnastu florystów w Irlandii Północnej, których prace szczerze podziwiam. Ogólny poziom jest znacznie wyższy, chociaż uważam, że powinniśmy stale się uczyć, rozwijać i stawiać sobie wyzwania twórcze.
Z perspektywy osoby prowadzącej własną działalność, co wyróżnia florystykę w Irlandii Północnej i Wielkiej Brytanii od innych krajów?
Myślę, że kultura odgrywa ogromną rolę.
Wiele niezależnych kwiaciarni nadal jest proszonych o tworzenie tradycyjnych stroików i kompozycji pogrzebowych, które niewiele się zmieniły w ciągu ostatnich 30 lat. Tradycja daje poczucie komfortu, ale może też hamować innowacje.
Z komercyjnego punktu widzenia jednym z największych wyzwań w branży jest cena. Kiedy zaczynałem karierę ponad trzy dekady temu, średni bukiet prezentowy kosztował około
30-35 funtów. Co ciekawe, wiele kwiaciarni nadal sprzedaje bukiety w tym samym przedziale cenowym, pomimo drastycznego wzrostu kosztów. To stanowi jedno z największych wyzwań dla przyszłej stabilności niezależnej florystyki.
W trakcie swojej kariery pracował Pani zarówno nad prestiżowymi projektami dla wymagających klientów, jak i prowadziła Pani lokalną firmę florystyczną. Jakie dostrzega Pani różnice między oczekiwaniami klienta luksusowego a klienta odwiedzającego lokalną kwiaciarnię i czego obie grupy mogą się od siebie nauczyć?
Ostatecznie obaj klienci chcą dokładnie tego samego – chcą czuć się zachwyceni, a nie rozczarowani.
Klienci kupujący luksusowe produkty mogą mieć wyższe oczekiwania pod względem skali, szczegółowości i ogólnego doświadczenia, ale zachwyt nie jest determinowany budżetem. Florysta, który naprawdę rozumie swój fach, może stworzyć coś niezwykłego, mając zaledwie kilka łodyg.
Dobra florystyka opiera się na kreatywności, przemyślanym podejściu i zrozumieniu emocjonalnego wpływu kwiatów. Te zasady obowiązują zarówno niezależnie od tego, czy tworzysz kwiaty na luksusowe wydarzenie, jak i klienta kupującego kwiaty dla ukochanej osoby.
Media społecznościowe zmieniły sposób, w jaki floryści prezentują swoją pracę i komunikują się z klientami. Jak Instagram i inne platformy wpłynęły na branżę florystyczną z Pani perspektywy?
Korzystałam z każdej platformy, która się pojawiła. Kiedy zakładałam własną firmę, Facebook był stosunkowo nowy, potem pojawił się Instagram, a następnie Pinterest.
Pamiętam nawet, jak eksperci od marketingu sugerowali właścicielom małych firm porzucenie Pinteresta, ponieważ rzekomo tracił na znaczeniu. Zupełnie się z tym nie zgadzałam.
Szczerze wierzę, że branża florystyczna i ślubna pomogła utrzymać Pinteresta przy życiu, ponieważ pozostaje on jednym z największych źródeł inspiracji zarówno dla panien młodych, jak i projektantów. Największą zaletą mediów społecznościowych jest dostępność. Floryści mogą teraz natychmiast zobaczyć niezwykłe prace z całego świata, uczyć się od siebie nawzajem i stale podnosić standardy kreatywne.
Jakie umiejętności, cechy i wartości będą potrzebne floryście, aby odnieść sukces w ciągu najbliższych dziesięciu lat?
Mam nadzieję, że cechami, które pozostaną najcenniejsze, zawsze będą kreatywność, doskonała obsługa klienta i autentyczny kontakt z drugim człowiekiem. Wierzę również, że florystyka nadal będzie się zbliżać do świata sztuki, rzeźby i projektowania instalacji wielkoformatowych. Sztuczna inteligencja niewątpliwie zmieni pewne aspekty naszej branży, ale jestem optymistycznie nastawiona do możliwości, jakie stworzy, zamiast się ich obawiać. Cyfrowa pewność siebie, zdolność adaptacji i gotowość do korzystania z nowych technologii staną się niezbędne obok tradycyjnego rzemiosła.

Czy ma Pani jakieś doświadczenia z polską florystyką? Jak postrzega Pani polski rynek i czy są jakieś polskie florystki lub projekty, które zwróciły Pani uwagę?
Miałam przyjemność pracować z kilkoma polskimi florystkami na przestrzeni lat i zawsze były one pracowite i wysoko wykwalifikowane.
To powiedziawszy, nie twierdzę, że znam polski rynek na tyle dobrze, aby móc się na nim szczegółowo wypowiedzieć. To obszar, o którym naprawdę chciałabym się dowiedzieć więcej, zwłaszcza że
europejska florystyka wciąż wzajemnie na siebie oddziałuje poprzez edukację i media społecznościowe.
Gdybyś mogła podzielić się jedną myślą z florystami i miłośnikami kwiatów na całym świecie, jaka by ona była?
Nieustannie rozwijaj się twórczo. Kwiaty są medium, tak jak farba, glina czy kamień. Po prostu żyją. Oferują kolor, fakturę,
ruch, zapach i nieskończone możliwości artystycznej ekspresji.
Każdemu, kto rozważa karierę we florystyce, powiedziałbym po prostu: myśl szerzej niż tylko o bukietach. Nasza branża oferuje możliwości tworzenia sztuki, kształtowania doświadczeń i pozostawiania trwałych wspomnień. Nigdy nie przestawaj odkrywać tego, co jest możliwe.
Kim jest Jil Peterson

Kwiaty zabrały mnie w różne zakątki świata i dały mi karierę wykraczającą poza wszelkie wyobrażenia. Florystyka nigdy nie była moim planem awaryjnym – zawsze była moim pierwszym wyborem.
Moje fundamenty ukształtowały się podczas szkolenia zawodowego pod okiem znanego brytyjskiego florysty Iana Lloyda, gdzie zetknęłam się z wyjątkowymi standardami rzemiosła i zaraźliwą pasją do branży. Te wczesne doświadczenia dały mi pewność siebie, pozwalającą postrzegać kwiaty nie tylko jako produkty, ale także jako medium artystyczne.
Przez ostatnie 35 lat miałam szczęście pracować na arenie międzynarodowej, tworzyć dla luksusowych klientów, uczyć, być mentorką i prowadzić własną, odnoszącą sukcesy firmę. Przez cały ten czas kierowała mną jedna rzecz: pragnienie, by florystyka wykraczała poza tradycyjne aranżacje, wkraczając w świat rzeźby, instalacji i
artystycznej ekspresji.
Po ponad trzech dekadach nadal wierzę, że florystyka to jedna z najbardziej ekscytujących branż kreatywnych na świecie – i jestem równie pasjonatką jej przyszłości, jak pierwszego dnia.
